„Grupa trzymająca władzę”, faktury za usługi, które jak twierdzi wicedyrektor, nigdy nie zostały wykonane, dziesiątki zakwestionowanych podpisów, sprzęt kupowany do szkoły, którego później w niej nie odnaleziono, wynoszenie żywności, poszukiwanie domniemanych podsłuchów i „sąd kapturowy” podczas Rady Pedagogicznej. Elżbieta Cichawa-Grabowska, wicedyrektor Zespołu Szkół Drzewnych i Leśnych w Garbatce-Letnisku, po miesiącach milczenia przedstawia swoją wersję wydarzeń. Nie przebiera przy tym w słowach.
Poniższy materiał przedstawia stanowisko wicedyrektor Elżbiety Cichawy-Grabowskiej. Opisywane przez nią zachowania innych osób, nieprawidłowości i możliwe naruszenia prawa są jej relacją, oceną lub informacją, którą jak twierdzi pozyskała z dokumentów i oświadczeń pracowników oraz zgodne z posiadaną przez nią wiedzą. Nie stanowią ustalenia winy ani odpowiedzialności konkretnych osób. Część spraw pozostaje przedmiotem kontroli lub postępowań prowadzonych przez właściwe organy. Redakcja nie otrzymała i nie posiada obecnie dostępu do pełnego protokołu, na który powołuje się rozmówczyni, dlatego nie ma możliwości samodzielnego zweryfikowania jego treści. Informacje dotyczące ustaleń kontroli zostaną w materiale przedstawione wyłącznie jako relacja i stanowisko wicedyrektor.
Po przeprowadzeniu rozmowy redakcja zwróciła się do dyrektora Zespołu Szkół Drzewnych i Leśnych Andrzeja Stępnikowskiego z pytaniami dotyczącymi przedstawionych przez Elżbietę Cichawę-Grabowską zarzutów. Odpowiedzi wpłynęły do redakcji. Pełne stanowisko dyrektora publikujemy w końcowej części artykułu.
Rozmowa odbyła się 31 lipca 2026 roku. Cichawa-Grabowska zdecydowała się zabrać głos po miesiącach konfliktów, protestów, medialnych publikacji i wzajemnych oskarżeń.
– Do tej pory sytuacja była bardzo trudna, a na dzień dzisiejszy jest jeszcze dużo gorsza – mówi już na początku rozmowy. Jej zdaniem ostatnie trzy miesiące, po zmianie dyrektora i zakończeniu kolejnej kontroli, jeszcze bardziej pogłębiły kryzys w szkole.
Cichawa-Grabowska przekonuje, że zdecydowała się zabrać głos, ponieważ kolejne publikacje, komentarze i oskarżenia stworzyły wokół niej obraz osoby odpowiedzialnej niemal za całe zło w placówce.
– Wylała się na mnie fala hejtu, nieprawdziwych informacji i szkalowania. Zarzucano mi złodziejstwo, że moja firma, mój mąż pracował na budowie, że dostarczał stal i materiały. To wszystko było nieprawdą. Chciałam to przeczekać. Po ostatnich wydarzeniach uznałam jednak, że nie ma szans, żeby sytuacja się uspokoiła. Najwyższa pora powiedzieć prawdę na tyle, na ile mogę ją powiedzieć – podkreśla.
„Bez ciebie byśmy zginęli”. Tak miało być na początku
Elżbieta Cichawa-Grabowska rozpoczęła pracę w szkole pod koniec lutego 2020 roku. Została wicedyrektor ds. inwestycyjno-technicznych. Odpowiadała za przygotowanie i realizację budowy nowego kompleksu, wyposażenie obiektów oraz doprowadzenie inwestycji do końca.
Współpracę z ówczesnym dyrektorem Mirosławem Dziedzickim przedstawia jako niemal wzorową.
– Wszystkie decyzje akceptował dyrektor Dziedzicki. Rzeczywiście miałam autonomię, ponieważ bardzo dobrze mi się z nim współpracowało. Dyrektor zdał się na mnie, jeśli chodzi o inwestycję. Do czasu, kiedy była prowadzona budowa, nie było z tym absolutnie żadnych problemów – mówi.
Opisuje wielogodzinne spotkania z projektantami, walkę o dodatkowe pieniądze i wyjazdy do Warszawy, które jak zaznaczyła, często finansowała z własnej kieszeni.
– Jeździłam za własne pieniądze do Urzędu Marszałkowskiego, prosiłam, przekonywałam, może nawet żebrałam. Pokochałam Garbatkę i „Drzewną”. Czułam, że jeśli ta inwestycja się uda, będzie to dzieło mojego życia – wspomina.
Przywołuje również słowa, które miała wówczas usłyszeć od dyrektora i głównej księgowej.
– Ela, bez ciebie byśmy zginęli. Nikt by tego nie ogarnął.
Według Cichawy-Grabowskiej budowę planowaną pierwotnie na ponad trzy lata udało się zakończyć w około 20 miesięcy, mimo pandemii, wzrostu cen materiałów i wybuchu wojny w Ukrainie.
– Wszystko było wypielęgnowane, dopasowane, futryny do podłóg, kolory. Kto widział szkołę, ten widzi, że jest tam włożone serce. Te pieniądze po prostu widać – podkreśla.
Budowa się skończyła. Zaczęły się problemy
Zdaniem wicedyrektor prawdziwy konflikt rozpoczął się, gdy zakończyła się inwestycja i powierzono jej nadzór nad sprawami administracyjno-gospodarczymi.
1 lipca 2024 roku Mirosław Dziedzicki zmienił jej zakres obowiązków. Cichawa-Grabowska miała odtąd odpowiadać m.in. za zakupy i finanse.
– Od tego momentu zaczęły się problemy z księgową. Zaczęłam prosić o dokumenty, o dostęp do systemu, o podgląd konta bankowego. Zauważyłam, że po moim wyjściu wpisywane są faktury do dziennika albo księgowa stoi nad sekretarką i dyktuje jej treści, nie pokazując dokumentów – relacjonuje.
Przekonuje, że formalnie miała nadzorować wydatki, ale faktycznie nie pozwalano jej wykonywać tych obowiązków.
– Nie miałam żadnego dostępu do dokumentów finansowych. Do mnie czasami trafiały faktury, kiedy potrzebny był podpis, ale takie, które mam wrażenie – mogłam zobaczyć. Bardzo wybiórcze. Rachunek za gaz, światło, zakup książek. Takie bezpieczne rzeczy – mówi.
W styczniu 2025 roku miała skierować do dyrektora oficjalne pismo.
– Napisałam, że albo dostanę nadzór, albo proszę o wykreślenie tych punktów z mojego zakresu obowiązków i ze statutu szkoły. Nie mogłam odpowiadać za coś, do czego nie miałam dostępu – wyjaśnia.
Według niej dyrektor wiedział, co podpisuje, mimo że później publicznie przedstawiał inną wersję wydarzeń.
– Pan dyrektor bardzo dobrze wiedział, co podpisuje – zaznacza.
„To nie dyrektor rządził szkołą. Rządziła księgowa?”
Cichawa-Grabowska stawia mocną tezę: jej zdaniem faktyczny wpływ na funkcjonowanie szkoły miała główna księgowa.
– Księgowa miała przeogromny wpływ na dyrektora. Powiedziałabym nawet, że to nie dyrektor Dziedzicki rządził w tej szkole, a rządziła księgowa – mówi.
Twierdzi, że księgowa dysponowała kartami i kodami umożliwiającymi dostęp do rachunków.
– Na zasadzie lottomatu otwierała szufladę, wyciągała swoją kartę i któregoś z panów. Tak naprawdę nie miała żadnego nadzoru. Robiła, co chciała. A ja jej w tym bardzo przeszkadzałam – stwierdza.
Wicedyrektor uważa, że próby uzyskania dokumentów uruchomiły serię anonimów i donosów. Skargi miały trafiać do Urzędu Marszałkowskiego, kuratorium i Państwowej Inspekcji Pracy.
– Dotyczyły mojego rzekomego złodziejstwa, tego, że mobbinguję pracowników, niszczę ich, donoszę na nich i buntuję personel sprzątający przeciwko nauczycielom. To był niespotykany potok słów, który nigdy nie miał pokrycia w rzeczywistości – przekonuje.
Ankieta: wszyscy wskazali na niesprawiedliwe nagrody
W przestrzeni publicznej pojawiły się także wyniki ankiety dotyczącej atmosfery w szkole. Cichawa-Grabowska podważa jej reprezentatywność.
Jak mówi, szkoła zatrudniała ponad 140 osób, a badaniem objęto jedynie 36 wybranych pracowników.
– W tej ankiecie były chyba dwie osoby mówiące o mobbingu z mojej strony, ale były też dwie albo trzy osoby wskazujące na mobbing dyrektora Dziedzickiego. Natomiast jeśli chodzi o nagradzanie i premiowanie, 36 ankietowanych i 36 odpowiedziało, że było ono niesprawiedliwe – podkreśla.
Kontrola ruszyła. „Dokumenty były wyciągane kontrolującemu spod ręki”
Podczas pierwszej kontroli Urzędu Marszałkowskiego Mirosław Dziedzicki udał się na urlop, a Cichawa-Grabowska została wyznaczona do współpracy z kontrolerem.
Według jej relacji pracownice księgowości i administracji od początku utrudniały prowadzenie czynności.
– Główna księgowa non stop utrudniała kontrolę. Potrafiła położyć dokumenty kontrolującemu, a kiedy on coś pisał, wyciągnąć je i zabrać – mówi.
Według wypowiedzi wicedyrektor, podczas kontroli prowadzonej w 2025 roku Mirosław Dziedzicki miał udać się na urlop, a Cichawa-Grabowska została wyznaczona do współpracy z kontrolującym.
Jak relacjonuje, już na początku pojawiły się problemy z przekazywaniem dokumentów. Główna księgowa miała zabierać materiały, z którymi zapoznawał się kontrolujący, natomiast jedna z pracownic księgowości odmówiła składania wyjaśnień w obecności wicedyrektor.
– Jedna z księgowych powiedziała, że nie będzie składać wyjaśnień w mojej obecności. Na pytanie kontrolującego, dlaczego, odpowiedziała: „Bo ona nie jest moim dyrektorem”. Kontrolujący zapytał: „A kim jest?”. Odpowiedziała: „Nikim”. Powiedziała, że wyjaśnienia będzie składać tylko w obecności Bogusława Szumilasa. Następnie panie z księgowości powiedziały w obecności kontrolującego, że mają całkowity zakaz udostępniania mi dokumentów finansowych. Wszystkich – relacjonuje Elżbieta Cichawa-Grabowska.
Według jej relacji kontrolujący skontaktował się wówczas telefonicznie z Mirosławem Dziedzickim. Miał poinformować dyrektora, że jeżeli nie zareaguje, czynności zostaną przerwane, a organ prowadzący otrzyma zawiadomienie o utrudnianiu kontroli.
Kontroler miał wówczas zadzwonić do Mirosława Dziedzickiego i zagrozić przerwaniem kontroli oraz zawiadomieniem organu prowadzącego o utrudnianiu czynności.
„Gdyby nie kontrolujący, mogłyby mnie zaatakować?”
Po interwencji doszło do spotkania z pracownicami administracji i księgowości.
– Wszystkie panie rzuciły się na mnie z ogromną agresją, krzycząc, że mnie tu nie chcą, że jak mnie nie było, to był spokój, bo nikt niczego od nich nie chciał, a teraz ciągle czegoś chcę. Gdyby nie kontrolujący, sądzę, że mogłyby mnie zaatakować fizycznie – mówi.
Według jej relacji Mirosław Dziedzicki stał obok i nie zareagował.
– Jakby się ich bał. Byłam w szoku. Nie byłam w stanie się odezwać – dodaje.
Kontroler miał zapytać pracownice, jakie konkretnie zarzuty mają wobec Cichawy-Grabowskiej. W odpowiedzi miały stwierdzić, że nie krzyczy, nie obraża ich i jest grzeczna, ale „za bardzo się lansuje”, „za dużo w siebie inwestuje” i „za dobrze wygląda”.
– Myślałam, że umrę ze wstydu przed kontrolującym. To mówili ludzie wykształceni – komentuje.
Twierdzi również, że główna księgowa miała ją zastraszać.
– Usłyszałam: „ja cię, k…, zniszczę” – mówi, przytaczając słowa, które według niej padły pod jej adresem.
„To nie była szklanka do whisky. To była ciężarówka”
Po zakończeniu pierwszej kontroli Cichawa-Grabowska zapoznała się z dokumentacją.
– Byłam w szoku. Nie przypuszczałam, że można robić takie rzeczy – przyznaje.
Jej zdaniem podczas konferencji prasowej przedstawiono jedynie niewielką część ustaleń.
– My i pan marszałek mówiliśmy bardzo ogólnikowo. Ilość produktów kupowanych na faktury do szkoły wyglądała jak prowadzenie kilku gospodarstw domowych – przekonuje.
Odniosła się także do kpin dotyczących szklanki do whisky.
– Panie redaktorze, to nie była szklanka do whisky. To była ciężarówka szklanek do whisky. I do tego jeszcze dobry szampan i dużo lodu – mówiła.
„Mirek, żałuję, że mnie nie posłuchałeś”
Po otrzymaniu pierwszego protokołu Cichawa-Grabowska miała wielokrotnie namawiać Mirosława Dziedzickiego do zwolnienia głównej księgowej.
– Prosiłam dyrektora, żeby ją zwolnił. Tak doradzała mu też pani mecenas. Z dokumentów wynikały tak duże nieprawidłowości. Niestety, z jakiegoś powodu, dyrektor absolutnie nie chciał jej zwolnić – twierdzi.
Na początku grudnia 2025 roku Dziedzicki złożył rezygnację.
– Czy rzeczywiście zrobił to z powodów zdrowotnych, czy dlatego, że wiedział, co się wydarzyło i miał świadomość ustaleń kontroli, trudno mi odpowiedzieć – zaznacza.
Cichawa-Grabowska została poproszona o czasowe przejęcie obowiązków dyrektora.
– Zgodziłam się, bo czułam się odpowiedzialna za uczniów i pracowników. Była końcówka roku, faktury, bilanse, sprawozdania. To najgorszy czas, żeby zostawić szkołę bez kierownictwa – mówi.
Przed odejściem Dziedzickiego zachęcała pracowników, by pożegnali wieloletniego dyrektora.
– Powiedziałam mu: „Mirek, bardzo żałuję, że mnie nie posłuchałeś. Dziękuję ci za te pięć lat”. Mirek miał łzy w oczach, nie mógł mówić, przytulił mnie i wyszedł – relacjonuje.
Zwolnienie księgowej i „świetna aktorka”
Według wicedyrektor główna księgowa sama złożyła wniosek o rozwiązanie umowy za porozumieniem stron z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia. Dziedzicki miał początkowo zaakceptować ten wariant.
Cichawa-Grabowska nie zgadzała się na dalszą pracę księgowej.
– Powiedziałam: „Mirek, nawet mnie o to nie proś. Po tym, co ona zrobiła, mam podstawy zwolnić ją na podstawie art. 52 i zrobię to” – relacjonuje.
Ostatecznie dyrektor miał zmienić sposób rozwiązania umowy.
Wkrótce potem przed szkołą rozpoczął się protest. Cichawa-Grabowska twierdzi, że księgowa i część nauczycieli wyprowadzili uczniów z gotowymi transparentami i przedstawili im wersję, według której to ona usunęła dyrektora, by przejąć władzę.
– Księgowa wygłosiła mowę, zanosiła się płaczem i szlochała, że odchodzi w solidarności z dyrektorem. To był teatr. Księgowa jest świetną aktorką. Myślę, że pomyliła zawody. Byłaby dużo lepszą aktorką niż księgową – mówi.
Protesty i „walka o własne życie”
Zdaniem Cichawy-Grabowskiej uczniowie nie znali dokumentów ani wyników kontroli. Mieli zostać wykorzystani w konflikcie dorosłych.
– Młodzieżą bardzo łatwo sterować i manipulować. Nauczyciele biegali po szkole, wołając uczniów, żeby wyszli. Zaczęła się na mnie ogromna fala hejtu – relacjonuje.
Dwukrotnie miała mieć przebite opony pod szkołą. Wspomina także kobietę, która splunęła przed jej samochodem.
– Ci ludzie doskonale wiedzieli, co zrobili, i – brzydko mówiąc – walczyli o swoje życie. Odwracali uwagę od własnych czynów. Sądzili, że wszystko zakrzyczą, że będą mi dokuczać tak długo, aż odejdę albo zostanę zwolniona – ocenia.
Sama zażądała pełnej kontroli
29 grudnia 2025 roku, jako pełniąca obowiązki dyrektora, Cichawa-Grabowska wystąpiła do organu prowadzącego o przeprowadzenie drugiej, szerokiej kontroli.
– Poprosiłam o kontrolę w pełnym zakresie. Od A do Z. Druga kontrola odbyła się na mój wyraźny wniosek – podkreśla.
Kontrolę prowadziło sześć osób. Według jej relacji trwała około trzech i pół miesiąca, a protokół liczy blisko 700 stron.
– Sześciu kontrolujących przez luty, marzec i kwiecień nie było w stanie sprawdzić wszystkiego. Musieliby siedzieć w szkole co najmniej rok. To, co sprawdzili, i tak jest tylko kroplą w morzu – przekonuje.
Twierdzi, że wartość ujawnionych nieprawidłowości przekracza milion złotych.
– Praktycznie, oprócz płac dla nauczycieli, nie było niczego, co byłoby zgodne i dobrze wykonane. Nieprawidłowości były w każdej dziedzinie. We wszystkim – stwierdza.
110 tys. zł za „cztery kartki papieru”
Jednym z bardziej jaskrawych przykładów przedstawionych przez wicedyrektor, ma być faktura na 110 tys. zł za przygotowanie projektu instalacji elektrycznej w starych warsztatach.
– Kiedy zobaczyłam tę fakturę, złapałam się za głowę. Zrobiono to za moimi plecami. Poprosiłam o dokumenty, za które mamy zapłacić. Po trzech dniach przyniesiono mi cztery kartki papieru – mówi.
Według niej materiały były jedynie przerysowanymi w programie szkicami.
– To właściwie były cztery kartki mające stwarzać pozory projektu. Powiedziałam, że jeśli faktura zostanie zaksięgowana, zawiadomię prokuraturę i organ prowadzący – relacjonuje.
Faktura miała zostać wycofana. Później pełny projekt, obejmujący kilka segregatorów dokumentacji, przygotowano za około 26 tys. zł.
Cichawa-Grabowska twierdzi, że mimo zapisanej w pierwszej umowie kary za odstąpienie szkoła nie zażądała od wykonawcy należnych pieniędzy, a chodziło o kwotę ponad 90 tys.
Transporty, których miało nie być?
Kolejny wątek dotyczy faktur za transport szkolnych eksponatów.
– Transporty przez męża pani księgowej nie odbyły się. Mówią o tym pracownicy szkoły. Mieliśmy już trzy busy i przyczepę. Nie potrzebowaliśmy żadnych przewozów – mówi.
Według jej relacji osoba podpisująca faktury pod względem merytorycznym miała oświadczyć, że zrobiła to na polecenie.
– Transport nigdy nie istniał, a faktury zostały podpisane i zapłacone – stwierdza.
Remonty, których pracownicy nie pamiętają?
Wicedyrektor wymienia również faktury za remonty prowadzone rzekomo w czasie roku szkolnego w pełnym uczniów internacie.
– Nigdy nie robimy takich remontów w czasie roku szkolnego. Jakim cudem można remontować internat, kiedy jest pełen młodzieży? – pyta.
Mówi także o fakturze za remont drewnianych łóżek w starym internacie.
– Łóżka zawsze naprawialiśmy we własnym zakresie. Poza tym 28 grudnia internat był już wyczyszczony, bo przenieśliśmy się do nowego budynku. Pracownicy odpowiedzialni za ten obszar oświadczyli, że takiego remontu nie było – podkreśla.
Żywność kupowana podczas pandemii
Cichawa-Grabowska mówi o wysokich fakturach za żywność wystawianych w czasie pandemii, gdy szkoła nie funkcjonowała normalnie.
– Jeżeli szkoła nie funkcjonowała, to nie wiem, po co te zakupy miałyby do niej trafiać. Gdzie więc trafiały? Do osoby, która – jak myślę – je kupowała. To prowadzi prokuratura i mam nadzieję, że zostanie wyjaśnione, gdzie szły towary, które nigdy nie trafiały do szkoły – mówi.
Ponad 60 podpisów. „Intendentka powiedziała, że nie są jej”
Jednym z najmocniejszych zarzutów, o których informuje wicedyrektor są zakwestionowane podpisy na dokumentach.
– Na ponad 60 fakturach sfałszowano podpisy intendentki. Jest jej oświadczenie, że to nie są jej podpisy – stwierdza Cichawa-Grabowska.
Nie wskazuje osoby, która miałaby je złożyć.
– To jest przedmiotem śledztwa. Wolałabym nie mówić, kto mógł to robić. Myślę, że śledztwo to ustali – dodaje.
Patelnie na każdy tydzień roku
W protokołach miały znaleźć się również liczne zakupy sprzętu kuchennego.
Cichawa-Grabowska wymienia patelnie i garnki marki Zwieger, grille, blendery, frytkownice oraz generator pary.
– Kiedy policzyłam faktury na patelnie Zwiegera, wyszło mi, że przez cały rok można było co tydzień mieć nową. Nie wiem, czy były wręczane na urodziny, imieniny czy wszystkie uroczystości rodzinne – mówi.
Według niej sprzętu nie odnaleziono w szkole.
– Te patelnie nigdy nie trafiły do szkoły. Są na to oświadczenia pracowników kuchni i internatu. Tak samo nie trafiły grille, blendery i frytkownice. Nie ma ich w spisach środków trwałych ani przedmiotów niskocennych – stwierdza.
Podkreśla, że kuchnia przygotowująca posiłki dla ponad 250 osób korzysta z profesjonalnego, wielkogabarytowego sprzętu.
– Na małej patelni Zwiegera nie da się przygotować obiadu dla 250 dzieci – zaznacza.
Osiem obiadów dziennie wynoszonych torbami
Wicedyrektor opisuje również wynoszenie gotowych posiłków i produktów spożywczych.
– Jedna osoba wynosiła od czterech do ośmiu obiadów dziennie, najczęściej bliżej ośmiu. Obiady były pakowane do specjalnych pojemników i oficjalnie wynoszone torbami. Albo odbierała je ta osoba, albo podjeżdżali jej najbliżsi – mówi.
Według jej wyliczeń miesięczny koszt mógł wynosić około 5 tys. zł, a roczny około 60 tys. zł.
– Na to są dowody i oświadczenia – zapewnia.
Pieniądze za archiwizowanie własnych dokumentów
Cichawa-Grabowska mówi także o dodatkowych umowach zawieranych z pracownikami.
– Każdy pracownik ma w zakresie obowiązków archiwizację dokumentacji. Tymczasem wybrane osoby otrzymywały za archiwizowanie własnych dokumentów po 17 tys. zł. Zewnętrzna firma wykonuje taką archiwizację za około 3 tys. zł rocznie – twierdzi.
Wspomina również o opłacanych programach, które nie zostały wdrożone.
– Wypłacano po niemal 50 tys. zł za coś, co nie zostało wdrożone. Prawdopodobnie będziemy zwracać środki, bo były to pieniądze unijne – mówi.
Fortepian. „Pana Malesy nie widziałam na oczy”
Wicedyrektor odniosła się również do zakupu fortepianu za 12 tys. zł.
– Nie mam pojęcia o sprzęcie muzycznym. Pana Malesy nie widziałam na oczy i nigdy go nie poznałam. Dyrektor Dziedzicki mówił, że ma fajny instrument i chce go kupić. Potem poprosił mnie o prowadzenie korespondencji – relacjonuje.
Jak mówi, zauważyła, że wartość zakupu przekracza 10 tys. zł, dlatego wystąpiła do organu prowadzącego o zgodę.
– Chciałam, żeby wszystko odbyło się zgodnie z procedurami, czytelnie i uczciwie. Kilka dni później dyrektor Dziedzicki wycofał pismo. Teraz znowu zrzuca się winę na mnie. Że Platforma, że powiązania, że na pewno to ja kupowałam. Kompletna bzdura – podkreśla.
Według niej zakup był autonomiczną decyzją ówczesnego dyrektora.
– Za funkcjonowanie jednostki odpowiada kierownik. To on podejmuje decyzje. Ja mogę co najwyżej zaproponować. I tyle mi wolno – mówi.
Piec do pizzy. „Nie miałam z nim nic wspólnego”
Cichawa-Grabowska zaprzecza także, by odpowiadała za zakup używanego pieca do pizzy, o którym pisała jedna z gazet.
– Pracowałam wtedy w szkole od dwóch miesięcy. Czy ktoś wierzy, że nowy pracownik po dwóch miesiącach dostaje wolną rękę i kupuje, co chce? – pyta.
Jednocześnie broni samej decyzji zakupowej.
– Z piecem nie miałam nic wspólnego, ale uważam, że była to dobra decyzja. Kupowanie wtedy nowego pieca za kilkadziesiąt tysięcy, kiedy wiedzieliśmy, że powstanie nowa kuchnia wyposażona na światowym poziomie, byłoby szczytem głupoty. Dyrektor kupił go za ułamek wartości, a piec do dziś działa – mówi.
Nowy dyrektor. Nadzieja trwała kilkanaście dni?
Po nierozstrzygniętym konkursie szkołą zaczął kierować Andrzej Stępnikowski. Cichawa-Grabowska wróciła na stanowisko wicedyrektor ds. administracyjno-gospodarczych.
– Pierwsze tygodnie były obiecujące. Miałam ogromną nadzieję, że wreszcie zapanuje spokój – mówi.
Według jej relacji nadzieja szybko zniknęła.
– Już po niespełna dwóch tygodniach dyrektor powiedział jednej z pań kontrolujących, że będzie chciał się mnie za wszelką cenę pozbyć, bo źle wpływam na jego wizerunek – twierdzi.
Później miał powiedzieć jej, że nie ma do niej zaufania.
– Zapytałam dlaczego. Odpowiedział: „mam swoje powody”. Zaczął mnie pozbawiać kompetencji, pomijać w spotkaniach, wkraczać w moje obowiązki, nie uzgadniać ze mną decyzji i nie rozmawiać – relacjonuje.
Cichawa-Grabowska twierdzi, że obecny dyrektor od około trzech miesięcy zna treść protokołu drugiej kontroli, ponieważ dokument znajduje się w jego gabinecie. Według jej relacji już podczas trwania kontroli miał stanowczo zapowiadać wyciągnięcie konsekwencji wobec pracowników, których działania zostały opisane w dokumentacji.
– Zakończyła się druga kontrola, pozostał protokół liczący około 700 stron. Jeszcze w trakcie tej kontroli dyrektor, który już wtedy podpisywał dokumenty, mówił – cytuję: „Tych debili zwolnię, z tymi złodziejami nie będę pracował”. Dotyczyło to osób wymienionych w protokole. Pan dyrektor od trzech miesięcy zna treść tego protokołu bardzo dokładnie, bo ma go na biurku. Kwota nieprawidłowości wynikająca z tego protokołu to ponad milion złotych. Do dnia dzisiejszego nie wprowadził żadnych działań naprawczych, mając pełną wiedzę. Wręcz przeciwnie. Osoby wymienione w protokole, które – według mojej oceny – brały udział w tym procederze, są dziś jego największymi sojusznikami – powiedziała Elżbieta Cichawa-Grabowska.
„Gruby miś, z którego można ciągnąć”
Cichawa-Grabowska przedstawia własną interpretację tego, dlaczego stała się osobą niewygodną.
– Kiedy zaczęły do szkoły płynąć pieniądze, kiedy ściągałam wszystko, co się dało, grupa trzymająca władzę uznała, że ma grubego misia, z którego można ciągnąć. Że teraz poradzą sobie beze mnie i będą ciągnęli, ile się da – mówi.
Dodaje, że czuła się wykorzystywana.
– Traktowali mnie przez kilka lat jak bankomat do osiągania własnych celów. Ja ściągałam pieniądze, a oni się bawili – stwierdza.
Osoby, które według niej uczestniczyły w nieprawidłowościach, opisuje wyjątkowo ostro.
– Z perspektywy czasu oceniam, że są to ludzie wyzuci z jakichkolwiek uczuć wyższych i skrupułów – mówi.
„Amnezja garbacka”
Wicedyrektor uważa, że celem działań obecnego kierownictwa może być usunięcie jej oraz zastraszenie osób, które składały oświadczenia podczas kontroli.
– Mam nieodparte wrażenie, że grupa trzymająca władzę, która brała czynny udział w tym procederze, jest dziś największym zapleczem pana dyrektora. Mam też wrażenie, że dyrektor przyszedł z misją: wyrzuci mnie, zastraszy ludzi, którzy mówili prawdę w zeznaniach i oświadczeniach, i nagle wszyscy dostaną amnezji garbackiej. Sprawa się rozmyje – mówi.
„Nic z ciebie nie będzie”
Cichawa-Grabowska zarzuca również obecnemu dyrektorowi niewłaściwe traktowanie uczniów.
Według jej relacji podczas zakończenia roku szkolnego miał publicznie komentować ich wyniki.
– Mówił do uczniów: „nic z ciebie nie będzie”, „nie rokujesz”, „jesteś nic niewarty”. O uczniu z czerwonym paskiem powiedział: „z takim to można się przyjaźnić” – relacjonuje.
– To mówi dyrektor szkoły. Człowiek, który powinien reprezentować określony poziom. Dzielenie dzieci jest nie do pomyślenia – podkreśla.
Ludzie z walizkami po godzinach pracy
Jednym z najpoważniejszych wątków jest wizyta zewnętrznych osób w szkole 7 lipca 2026 roku.
Według Cichawy-Grabowskiej mężczyźni pojawili się po godzinach pracy, nie wpisali się do książki wejść i zostali wpuszczeni m.in. do pokoju nauczycielskiego i sekretariatu.
– Mieli dwie duże walizki. Kierownik zapytał, co będą robić. Usłyszał: „a takie tam”. Kazano mu wyjść do domu. Ponoć sprawdzali podsłuchy. Rodzi się pytanie: czy na pewno? – mówi.
Jak twierdzi, dyrektor poinformował pracowników o poszukiwaniu podsłuchów dopiero wtedy, gdy informatyk pokazał mu nagranie z monitoringu.
– Gdyby informatyk nie zauważył tych ludzi, pracownicy prawdopodobnie nigdy nie dowiedzieliby się, że ktoś chodził po szkole z walizkami – ocenia.
Wicedyrektor uważa, że w przypadku podejrzenia podsłuchu powinny zostać zawiadomione odpowiednie służby.
– Dyrektor jest urzędnikiem. Powinien zabezpieczyć teren, zawiadomić policję, prokuraturę, ABW i organ prowadzący. Tego nie zrobił. To nie jest jego prywatny folwark, ani mój, ani nikogo innego. Nas obowiązują procedury – podkreśla.
Według jej relacji pracownicy zawiadomili policję o możliwości popełnienia przestępstwa.
„Ziutek z Pcimia” i zarzuty przeciwpożarowe
Po powrocie z urlopu Cichawa-Grabowska miała otrzymać przygotowane przez zewnętrzną firmę „uwagi i zalecenia” dotyczące bezpieczeństwa przeciwpożarowego.
Dokument nie wzbudził jej zaufania.
– Podpisał się pod nim bez pieczątki, bez uprawnień, bez niczego jakiś Ziutek z Pcimia. Pan dyrektor kazał mi natychmiast wdrożyć jego zalecenia – mówiła w rozmowie.
Jej zdaniem uwagi były sprzeczne z obowiązującą instrukcją bezpieczeństwa pożarowego i dokumentacją nowego obiektu.
– Obiekt odebrała Straż Pożarna. Są coroczne przeglądy. Budynek jest na pięcioletniej gwarancji. Wystarczyło przeczytać instrukcję albo zapytać osobę mającą jakiekolwiek kompetencje. Dla mnie to pismo było wielkim ośmieszeniem się – stwierdza.
Według niej cała sytuacja miała służyć przygotowaniu zarzutu bezczynności i narażenia zdrowia lub życia uczniów oraz pracowników.
Rada Pedagogiczna jako „sąd kapturowy”
28 lipca 2026 roku odbyło się posiedzenie Rady Pedagogicznej dotyczące jej odwołania.
Cichawa-Grabowska mówi o nim jako o „linczu” i „sądzie kapturowym”.
– Pan dyrektor urządził na tej radzie lincz na moją osobę. Zrobił sąd kapturowy – stwierdza.
Według niej zarzucono jej zainstalowanie podsłuchów, przekazywanie informacji mediom, nakłanianie obsługi do śledzenia nauczycieli, nagrywania ich i fotografowania.
– Żaden z tych zarzutów nie był poparty nawet jednym dowodem. To było na zasadzie: jedna pani drugiej pani powiedziała – mówi.
Cichawa-Grabowska twierdzi, że dyrektor odczytał pismo skierowane do marszałka województwa, w którym opisał podstawy planowanego zwolnienia jej bez wypowiedzenia.
– Jeśli to są te same zarzuty, to gratuluję inwencji twórczej i – przepraszam za określenie – głupoty – komentuje.
Nagany „za bzdety” i pracownicy doprowadzani do płaczu
Wicedyrektor twierdzi, że osoby, które podczas kontroli mówiły o nieprawidłowościach, zaczęły otrzymywać nagany i być publicznie poniżane.
– Są przerażeni. Praktycznie każda z tych osób ma naganę ustną albo pisemną za bzdety – mówi.
Jeden z pracowników miał otrzymać naganę za rzekome wcześniejsze wyjście z pracy. Kiedy pokazał nagranie z monitoringu potwierdzające, że wyszedł po godzinach, dyrektor miał odebrać mu ekspres do kawy.
Inna osoba miała zostać ukarana za przekazanie informacji dotyczącej obiadów.
– Wieloletni pracownik przyszedł do mnie po rozmowie z dyrektorem i płakał. Człowiek po pięćdziesiątce mówił, że przez trzydzieści lat pracy nigdy nie spotkał się z takim chamstwem, prostactwem, szczuciem i zastraszaniem – relacjonuje.
Zawiadomienie o mobbingu
Cichawa-Grabowska poinformowała o złożeniu zawiadomienia dotyczącego podejrzenia stosowania wobec niej mobbingu.
– Złożyłam oficjalne zawiadomienie o działaniach zmierzających do dyskredytowania, zastraszania, ograniczania moich kompetencji zawodowych i ich podważania – mówi.
Dokument miał trafić do organu prowadzącego, Państwowej Inspekcji Pracy i kuratorium.
– Na razie nie wydarzyło się nic – dodaje.
Druga prawniczka za 42 tys. zł
Wicedyrektor poruszyła też kwestię dodatkowej obsługi prawnej.
– W maju pan dyrektor za 42 tys. zł zatrudnił sobie swoją radczynię prawną bez procedur. Dotychczasowa mecenas uznała, że zakres obowiązków obu umów jest tożsamy, i złożyła rezygnację – mówi.
Według Cichawy-Grabowskiej umowę zawarto na okres od maja do grudnia, a każda dodatkowa godzina pracy miała kosztować 250 zł netto.
– To osobista prawniczka pana dyrektora, ale opłacana ze szkolnych pieniędzy – stwierdza.
240 tys. zł rocznie dla wybranych nauczycieli
Pod koniec rozmowy Cichawa-Grabowska mówi również o wynagrodzeniach w szkole.
– Są nauczyciele, którzy zarabiają 240 tys. zł rocznie. I więcej. Nie wszyscy. Wybrani – podkreśla.
Według niej takich osób może być około dziesięciu.
– Wystarczy zobaczyć listę płac, żeby zrozumieć, kto należy do grupy trzymającej władzę. Ja jako pełniąca obowiązki dyrektora miałam najpierw 5 procent dodatku funkcyjnego, później 10 procent. Niektórzy mieli po 50 procent – mówi.
„Zostało mi pięć miesięcy do emerytury. Ale nie będę milczeć”
Elżbieta Cichawa-Grabowska nie wyklucza, że po tej rozmowie straci stanowisko lub zostanie zwolniona.
– Liczę się z tym. Z moimi kwalifikacjami nie będę miała problemu ze znalezieniem pracy, jeśli będę chciała dalej pracować. Zostało mi pięć miesięcy do emerytury – mówi.
Przyznaje jednak, że po wydarzeniach ostatnich miesięcy coraz trudniej jej zachować wcześniejsze przywiązanie do miejsca, któremu poświęciła kilka lat życia.
– Zawsze jeździłam do szkoły z wielkim sercem. Każdy dzień sprawiał mi przyjemność. Kocham swoją pracę. Ale zadziało się tyle złego, że odbudowanie tego wszystkiego będzie niezmiernie trudne. Mam coraz mniej serca do Garbatki, do szkoły i do ludzi – przyznaje.
Na zakończenie podkreśla jednak, że w placówce nadal pracuje wiele uczciwych i wartościowych osób.
– Nikomu tak bardzo nie zależy na tej szkole jak mnie. Są tu cudowni ludzie, cudowni nauczyciele i wartościowi pracownicy. Przykre jest to, że grupka kilku osób potrafi niszczyć wszystko. Uważam, że prawda zawsze wychodzi na wierzch, karma wraca i dobro w końcu wygra – kończy Elżbieta Cichawa-Grabowska.
Dyrektor Andrzej Stępnikowski odpowiada na pytania redakcji
Po przeprowadzeniu rozmowy z Elżbietą Cichawą-Grabowską redakcja zwróciła się do dyrektora Zespołu Szkół Drzewnych i Leśnych Andrzeja Stępnikowskiego z pytaniami odnoszącymi się do przedstawionych przez wicedyrektor zarzutów i ocen.
Poniżej publikujemy pytania redakcji oraz odpowiedzi dyrektora w pełnym brzmieniu. Nie dokonywaliśmy skrótów ani zmian stylistycznych. Zachowano oryginalną pisownię, interpunkcję i wielkość liter.
Czy wystąpił Pan do organu prowadzącego z wnioskiem o odwołanie Elżbiety Cichawy-Grabowskiej ze stanowiska wicedyrektor? Jeżeli tak, jakie konkretne działania lub zaniechania stanowią podstawę tego wniosku?
Nie mogę udostępnić redakcji argumentacji merytorycznej dotyczącej oceny pracy i kompetencji Pani Elżbiety Cichawy-Grabowskiej. Wynika to z ochrony danych osobowych i dóbr osobistych konkretnej osoby fizycznej, która – mimo pełnienia funkcji kierowniczej – zachowuje prawo do ochrony informacji dotyczących oceny jej pracy do czasu prawomocnego zakończenia procedury, zgodnie z art. 5 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Dodatkowo, w zakresie w jakim argumentacja we wniosku odwołuje się do okoliczności zgłoszenia dokonanego w ramach procedury ochrony sygnalistów, obowiązuje mnie ustawowy zakaz jej ujawniania.
Mogę natomiast potwierdzić okoliczności formalne: że wniosek został skierowany do organu prowadzącego, wskazać jego podstawę prawną, czyli art. 64 ustawy Prawo oświatowe, zgodnie z którym odwołanie ze stanowiska kierowniczego wymaga zasięgnięcia opinii organu prowadzącego oraz rady pedagogicznej. Te informacje dotyczą organizacji pracy szkoły jako jednostki publicznej i nie naruszają niczyjej prywatności.
Czy rozważał Pan albo nadal rozważa rozwiązanie z Elżbietą Cichawą-Grabowską stosunku pracy bez wypowiedzenia na podstawie art. 52 Kodeksu pracy? Jeżeli tak, jakie okoliczności i dowody miałyby uzasadniać zastosowanie takiego trybu?
Aktualnie oczekujemy na wydanie Opinii w zakresie odwołania z funkcji Pani Wicedyrektor Elżbiety Cichawy-Grabowskiej przez Organ prowadzący – Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego. Po wydaniu opinii przez Organ prowadzący będę rozważał podjęcie decyzji w zakresie dalszego zatrudnienia Pani Wicedyrektor Elżbiety Cichawy-Grabowskiej. Niemniej jednak aktualne posiadane przeze mnie informacje, poparte dowodami spowodowały zasadność uruchomienia procedury z art. 64 ustawy prawo oświatowe. Bez uzasadnionych przesłanek nie podejmowałbym tak poważanych kroków względu m.in. na konieczność zachowania dobrostanu pracowników zatrudnionych w Szkole oraz w duchu troski o powierzone Szkole mienie. Nie chcę wyprzedzać tej oceny własnym komentarzem, ponieważ mogłoby to zostać odczytane jako przesądzenie sprawy przed zakończeniem procedury.
Czy powiedział Pan jednej z osób prowadzących kontrolę, że zamierza się Pan pozbyć Elżbiety Cichawy-Grabowskiej, ponieważ źle wpływa na Pana wizerunek? Jeżeli zaprzecza Pan tej informacji, prosimy o przedstawienie prawidłowego przebiegu i kontekstu rozmowy.
Nie, taka sytuacja nie miała miejsca. W toku kontroli, która zakończyła się 30 kwietnia 2026 r. nie odbyła się żadna taka rozmowa z żadnym z kontrolujących. Nie jest możliwe przedstawienie prawidłowego toku rozmowy, której nie było.
Czy poinformował Pan wicedyrektor, że nie ma do niej zaufania? Jakie konkretne zdarzenia doprowadziły do utraty tego zaufania?
Rozmowy oceniające współpracę i wzajemne zaufanie między dyrektorem a osobą pełniącą funkcję kierowniczą są naturalnym elementem relacji przełożony-podwładny i miały miejsce. Nie będę jednak przedstawiał publicznie treści tych rozmów, ani wskazywał konkretnych zdarzeń, które do nich doprowadziły. Wynika to z obowiązku ochrony danych osobowych i dóbr osobistych Pani Wicedyrektor, a częściowo także z tajemnicy obrad rady pedagogicznej oraz przepisów o ochronie sygnalistów, czy innych ustaw.
Chcę podkreślić, że ocena, czy i jakie zdarzenia uzasadniają zmiany kadrowe na stanowisku kierowniczym, nie jest dokonywana jednoosobowo przez dyrektora w rozmowie z mediami, lecz w ramach formalnej procedury przewidzianej w art. 64 Prawa oświatowego, z udziałem organu prowadzącego i rady pedagogicznej. To tam – a nie w komunikacie prasowym – powinna być przedstawiana i weryfikowana argumentacja merytoryczna, z zachowaniem prawa Pani Wicedyrektor do zapoznania się z zarzutami i odniesienia się do nich.
Czy po objęciu przez Pana stanowiska ograniczony został zakres kompetencji Elżbiety Cichawy-Grabowskiej? Czy była pomijana podczas spotkań lub podejmowania decyzji dotyczących obszarów należących wcześniej do jej obowiązków? Jeżeli tak, z jakich powodów?
Pani wicedyrektor na początku roku pełniła obowiązki dyrektora, a od momentu mojego zatrudnienia zajmowała się głównie czynnościami związanymi z prowadzoną kontrolą – to ją pochłaniało. Jednocześnie jak wskazałem powyżej, to ona mnie pomijała w istotnych kwestiach przeglądów. Nie była pomijana w żadnych sprawach objętych jej zakresem, a raczej niezainteresowana nimi – zazwyczaj sprawy te na bieżąco omawiałem z kierownikiem gospodarczym [ich zakres kompetencji mocno się pokrywa], albo kierownikiem warsztatów, czy specjalistą ds. zarządzania sieciami, systemami teletechnicznymi oraz systemami informatycznymi, m.in. w zakresie kwestii bezpieczeństwa Szkoły. Pewnym czynnikiem, który wpływał na takie uzgodnienia z kierownikami był fakt, iż w ciągu trzech miesięcy od zakończenia kontroli, czyli od 01.05. do 30.07.2026 trzykrotnie przebywała na urlopach zagranicznych, gdy kontakt był z nią utrudniony.
Jakie dokładnie zarzuty wobec Elżbiety Cichawy-Grabowskiej zostały przedstawione podczas posiedzenia Rady Pedagogicznej 28 lipca 2026 roku? Na jakich dokumentach, zeznaniach lub innych dowodach zostały one oparte?
Nie mogę ujawnić, jakie argumenty czy oceny były przedmiotem dyskusji rady pedagogicznej w związku z opiniowaniem odwołania Pani Elżbiety Cichawy-Grabowskiej ze stanowiska wicedyrektora. Wynika to z ustawowej tajemnicy obrad rady pedagogicznej, którą reguluje art. 73 ust. 3 ustawy Prawo oświatowe – przepis ten zobowiązuje wszystkie osoby uczestniczące w zebraniu rady do nieujawniania spraw, które mogłyby naruszać dobra osobiste pracowników szkoły, a ocena konkretnej osoby przy podejmowaniu decyzji personalnej jest klasycznym przykładem takiej materii. Warto też podkreślić, że sam ustawodawca przewidział dla tego rodzaju spraw głosowanie tajne, co dodatkowo potwierdza, że sprawy personalne dotyczące stanowisk kierowniczych wymagają szczególnej dyskrecji.
Naruszenie tej tajemnicy przez osobę biorącą udział w posiedzeniu rady rodzi realną odpowiedzialność – dyscyplinarną na podstawie Karty Nauczyciela oraz cywilną wobec osoby, której dobra osobiste zostałyby naruszone. Niezależnie od tego, ujawnienie szczegółowych ocen i argumentów dotyczących Pani Elżbiety Cichawy-Grabowskiej stanowiłoby również przetworzenie i upublicznienie jej danych osobowych bez podstawy prawnej, co byłoby niezgodne z obowiązkiem ochrony danych osobowych, do którego szkoła jest zobowiązana jako pracodawca i administrator danych.
Mogę potwierdzić, że procedura opiniowania toczy się zgodnie z wymogami art. 64 Prawa oświatowego, a jej wynik będzie miał charakter jedynie opiniodawczy – ostateczną decyzję w sprawie odwołania podejmuje wyłącznie dyrektor szkoły, po zapoznaniu się ze wszystkimi wymaganymi opiniami.
Czy podczas posiedzenia Rady Pedagogicznej obecna była osoba niebędąca jej członkiem? Kim była, w jakim charakterze uczestniczyła w obradach i na jakiej podstawie została dopuszczona do udziału?
Tak, osobą zaproszoną (bez prawa głosu) była r. rp. Magdalena Kwaśnik-Wesołowska – z uwagi na trwające prace nad zmianami w Regulaminie Rady Pedagogicznej i załącznikami do tego Regulaminu. Uczestnictwo radcy prawnego wynikało z możliwości, którą dopuszcza § 10 ust. 1 Regulaminu Rady Pedagogicznej. Obecność radcy prawnego była odnotowana w protokole oraz była uzasadniona trwającymi pracami nad zmianami w regulaminie Rady Pedagogicznej. Nikt z obecnych członków Rady Pedagogicznej nie wyraził w żaden sposób, również dorozumiany sprzeciwu wobec udziału tej osoby. Osoba ta nie brała udziału w głosowaniach zgodnie z § 10 ust. 3 Regulaminu Rady Pedagogicznej.
Jakie działania wyjaśniające, organizacyjne, naprawcze lub dyscyplinarne podjął Pan po otrzymaniu dokumentacji z drugiej kontroli szkoły?
Po otrzymaniu protokołu z drugiej kontroli w dniu 30 kwietnia 2026 roku niezwłocznie przystąpiłem do analizy wskazanych w nim ustaleń. Zleciłem przegląd i aktualizację wewnętrznych dokumentów i procedur szkoły w zakresie, w jakim kontrola wykazała potrzebę ich uporządkowania, korzystając w tym celu ze wsparcia dodatkowej obsługi prawnej wyspecjalizowanej w tej materii. Prace te są w toku.
Chcę jednocześnie podkreślić, że formalne wnioski i zalecenia pokontrolne od organu prowadzącego dotychczas nie zostały mi przekazane – oczekuję na nie, a bieg terminu do ich realizacji rozpocznie się od momentu ich otrzymania. Wszelkie działania, które już podjąłem, mają charakter proaktywny, wynikający z mojej własnej analizy protokołu, a nie z realizacji formalnych zaleceń, których jeszcze nie otrzymałem.
Nie mogę odnosić się do szczegółowej treści ustaleń kontrolnych ani do tego, w jaki sposób poszczególne dokumenty były wykorzystywane w innych, odrębnych procedurach toczących się w szkole – te sprawy podlegają odrębnym regulacjom, o których już wcześniej informowałem.
Kto podjął decyzję o wpuszczeniu 7 lipca 2026 roku do szkoły zewnętrznych osób mających sprawdzać pomieszczenia pod kątem obecności urządzeń podsłuchowych?
Decyzję podjąłem osobiście i opłaciłem badanie z własnych środków. Gdyby okazało się, że znaleziono podsłuchy, to oczywiście zawiadomiłbym właściwe służby.
Jaka firma albo jakie osoby wykonywały te czynności, w jaki sposób zostały wybrane, jaki był zakres zlecenia i jego koszt?
Badania prowadziła profesjonalna Agencja Detektywistyczna Pozaroszczyk z Warszawy w zakresie:
- wykrycia aktywnych urządzeń podsłuchowych (nadawczych lub rejestrujących);
- analizy spektrum radiowego za pomocą wyspecjalizowanych urządzeń mierniczych. Pomiary w zakresie od 0 do 8GHz.
Nie stwierdzono żadnych niepożądanych urządzeń. Usługę detektywistyczną opłaciłem z własnych środków, informacji o kwocie nie udzielę – jeśli Pan pozwoli – ze względu na zapisy umowne o klauzuli poufności.
Dlaczego sprawdzenie pomieszczeń wykonywano po godzinach pracy szkoły? Czy osoby zewnętrzne zostały wpisane do książki wejść, a o prowadzonych czynnościach powiadomiono organ prowadzący, policję, prokuraturę lub inspektora ochrony danych?
Badanie rozpoczęło się w godzinach pracy szkoły – w drugiej części dnia, gdyż nie chcieliśmy wprowadzać zamieszania, kiedy rozpoczynano badanie w pracy był jeszcze personel obsługi, który – jak się później okazało – został bez mojej wiedzy zwolniony wcześniej z pracy przez kierownika gospodarczego (przed godziną 16.00). Nikogo nie wypraszałem, nikt nie pytał w jakiej sprawie panowie wchodzą do pomieszczeń szkolnych. Nie informowałem o badaniu innych organów, gdyż nie ma takiego obowiązku. Gdyby profesjonalny podmiot coś znalazł, to wtedy powiadomiłbym właściwe organy. Cały czas podczas badania obecny był dyrektor lub inny przedstawiciel pracodawcy.
Czy podczas sprawdzania pomieszczeń znaleziono jakiekolwiek urządzenie podsłuchowe, nadajnik lub inne nieautoryzowane urządzenie? Czy sporządzono raport, protokół albo ekspertyzę z wykonanych czynności?
Z realizacji usługi sporządzone zostało „Sprawozdanie z czynności wykrywania podsłuchów”. Wynik pomiarów z urządzeń mierniczych uzyskano „negatywny”, co świadczy o tym, że nie znaleziono żadnych niepożądanych urządzeń.
Kto podjął decyzję o zleceniu zewnętrznej firmie wizji lokalnej dotyczącej zabezpieczeń przeciwpożarowych? Jakie kwalifikacje posiadała osoba sporządzająca zalecenia i czy wskazane przez nią nieprawidłowości zostały potwierdzone przez Państwową Straż Pożarną?
Decyzję o zaproszeniu zewnętrznej firmy do przeprowadzenia wizji lokalnej dotyczącej zabezpieczeń przeciwpożarowych podjąłem osobiście ze względu na zaobserwowany brak realizacji moich wskazówek przez kierownika gospodarczego. Od marca kilkukrotnie przypominałem mu o zauważonych przeze mnie nieprawidłowościach, zwłaszcza jak chodzi o oznakowanie dróg ewakuacyjnych. Mimo moich uwag, nie wprowadzono usprawnień, stąd też skontaktowałem się z firmą K2, którą polecił mi dyrektor innej radomskiej placówki oświatowej, dla której organem prowadzącym jest również Urząd Marszałkowski. Wizja lokalna została przeprowadzona nieodpłatnie przez osoby wykwalifikowane z kilkunastoletnim doświadczeniem – absolwent Szkoły Głównej Służby Pożarniczej – Wydział Inżynierii Bezpieczeństwa Pożarowego, magister inżynier pożarnictwa, specjalność: inżynieria bezpieczeństwa pożarowego. Obecny przy całej wizji lokalnej był kierownik gospodarczy.
Czy uwagi dotyczące ochrony przeciwpożarowej zostały wykorzystane jako jeden z argumentów przemawiających za odwołaniem albo zwolnieniem Elżbiety Cichawy-Grabowskiej?
Nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć, jakie konkretne okoliczności zostały wskazane w argumentacji wniosku o wydanie opinii w sprawie odwołania ze stanowiska wicedyrektora — dotyczy to również kwestii ochrony przeciwpożarowej. Ograniczenie to nie jest moją decyzją uznaniową: wynika z art. 73 ust. 3 ustawy Prawo oświatowe, który zobowiązuje uczestników zebrania rady pedagogicznej do nieujawniania spraw mogących naruszać dobra osobiste pracowników szkoły, a także z obowiązku ochrony danych osobowych, który ciąży na mnie jako pracodawcy i administratorze danych. Przypominam też, że procedura opiniowania nie została zakończona i nie doszło ani do odwołania Pani Elżbiety Cichawy-Grabowskiej ze stanowiska, ani do rozwiązania z nią stosunku pracy — komentowanie poszczególnych argumentów przed zakończeniem tej procedury byłoby przesądzaniem jej wyniku.
Mogę natomiast powiedzieć jednoznacznie, co dotyczy samego bezpieczeństwa pożarowego, bo to jest kwestia interesu publicznego. Wszystkie wnioski z przeglądów i kontroli w tym zakresie są realizowane w ramach obowiązujących terminów, a stan bezpieczeństwa uczniów i pracowników traktuję jako sprawę nadrzędną wobec jakichkolwiek kwestii personalnych. Jeżeli redakcja jest zainteresowana wyłącznie stanem zabezpieczeń przeciwpożarowych obiektu, jestem gotów przedstawić informację o zrealizowanych i planowanych działaniach w tym zakresie — odrębnie od jakiejkolwiek sprawy pracowniczej.
Czy otrzymał Pan informację o złożeniu przez Elżbietę Cichawę-Grabowską zawiadomienia dotyczącego podejrzenia mobbingu, zastraszania, dyskredytowania i ograniczania jej kompetencji? Jakie działania podjął Pan po otrzymaniu tej informacji?
Nie będę komentował publicznie ani potwierdzał, ani zaprzeczał treści konkretnych zarzutów zgłoszonych przez Panią Elżbietę Cichawę-Grabowską, w tym dotyczących mobbingu, zastraszania, dyskredytowania czy ograniczania jej kompetencji. Wynika to z konieczności ochrony dóbr osobistych i danych osobowych wszystkich osób, których takie zarzuty mogą dotyczyć – także tych, wobec których zarzuty są kierowane, a które mają analogiczne prawo do ochrony swojej reputacji do czasu wyjaśnienia sprawy. Ponadto, niezależnie od tego, czy i jakie zgłoszenia w ramach procedury ochrony sygnalistów zostały złożone w szkole, obowiązuje mnie ustawowy zakaz ujawniania tożsamości osób zgłaszających oraz okoliczności takich zgłoszeń, i zasadę tę stosuję jednolicie wobec wszystkich pracowników.
Mogę natomiast jasno powiedzieć, jakie działania podejmuje szkoła w takich sytuacjach niezależnie od konkretnej sprawy: każde zgłoszenie dotyczące podejrzenia mobbingu jest przyjmowane i rozpatrywane zgodnie z wewnętrzną procedurą antymobbingową, a szkoła jako pracodawca traktuje obowiązek przeciwdziałania takim zjawiskom jako bezwzględnie wiążący, niezależnie od tego, kogo zarzuty dotyczą. Jeżeli zgłoszenie takie wpłynęło, podlega ono weryfikacji przez osoby niezaangażowane w bieżące relacje służbowe ze stronami sprawy, a wynik tej weryfikacji będzie podstawą dalszych decyzji. Działania te toczą się każdorazowo zgodnie z procedurą, a nie w mediach, co jest zgodne z interesem stron takich postepowań.
Czy szkoła zawarła w 2026 roku umowę z dodatkową radczynią prawną o wartości około 42 tys. zł? W jakim trybie została wybrana i dlaczego zawarto kolejną umowę, skoro placówka posiadała już obsługę prawną?
Z uwagi na potrzebę weryfikacji i aktualizacji 65 dokumentów wewnętrznych szkoły – regulaminów i procedur – oraz dostosowanie ich do zmian w przepisach za zgodą i wiedzą Organu prowadzącego po uprzednim zebraniu ofert wybrano kancelarię, która od maja 2026 roku podejmuje działania w ww. zakresie co przyczynia się do lepszej organizacji pracy szkoły. Pracownicy zwracają uwagę na liczne wątpliwości w zakresie obecnie obowiązujących procedur i regulaminów, w ramach prac liczne uwagi pracowników są weryfikowane z przepisami a następnie uwzględniane w projektowanych zmianach, kancelaria przygotuje również projekty załączników do procedur, których nie było w obowiązujących procedurach i regulaminach, a które przyczyniają się do ustandaryzowania codziennej pracy oraz przyspieszają realizację przez pracowników obowiązków. Zakres usług objęty umową z kancelarią dotyczy ściśle kwestii regulaminów oraz wymaganych do wprowadzenia w nich zmian, które nie są wyszczególnione w uprzednio zawartej umowie dotyczącej usług wsparcia prawnego Szkoły.
Czy nowa obsługa prawna uczestniczyła w przygotowywaniu dokumentacji dotyczącej odwołania lub rozwiązania stosunku pracy z Elżbietą Cichawą-Grabowską?
Na wstępie muszę sprostować założenie zawarte w pytaniu: dotychczas nie doszło do odwołania Pani Elżbiety Cichawy-Grabowskiej ze stanowiska wicedyrektora, ani do rozwiązania z nią stosunku pracy. W szkole toczy się obecnie procedura opiniowania w sprawie odwołania ze stanowiska wicedyrektora, zgodnie z art. 64 ustawy Prawo oświatowe, która wymaga zasięgnięcia opinii organu prowadzącego oraz rady pedagogicznej przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji przez dyrektora. Na tym etapie skierowano wnioski o wydanie takich opinii oraz odbyło się posiedzenie rady pedagogicznej w tej sprawie. Żadna ostateczna decyzja nie została jeszcze podjęta, a stosunek pracy Pani Elżbiety Cichawy-Grabowskiej nie został rozwiązany.
Odpowiadając na pytanie o udział obsługi prawnej: nowa obsługa prawna szkoły uczestniczyła w posiedzeniu rady pedagogicznej dotyczącym wydania opinii w tej sprawie, w zakresie zapewnienia prawidłowości przebiegu tej ustawowej procedury w związku z trwającymi pracami nad zmianami w regulaminie Rady Pedagogicznej. Nie ujawniamy natomiast przebiegu tego posiedzenia ani treści formułowanych na nim opinii, ponieważ dotyczą one indywidualnej sprawy pracowniczej będącej w toku i są objęte ochroną danych osobowych, do której szkoła jest zobowiązana jako pracodawca.
Jak ocenia Pan obecną atmosferę w szkole i jakie działania zamierza podjąć, aby zakończyć konflikt oraz odbudować zaufanie pracowników, uczniów i rodziców?
Od wielu miesięcy – jak Państwo wiecie – sytuacja jest trudna i napięta z uwagi na to, co się wydarzyło pod koniec roku 2025. Staram się trudne sytuacje łagodzić i normować, zarówno z uczniami, rodzicami, jak i pracownikami. Z uwagi na docierające sygnały zadecydowałem o przeprowadzeniu i ewaluacji ankiety antymobbingowej w celu zbadania nastrojów i ewentualnych nieprawidłowości. Ankieta jest anonimowa i dobrowolna – o treści analogicznej do kwestionariusza ankiety przeprowadzonej w sierpniu 2 lata temu. Chcemy zbadać, czy wskazane wtedy niepokojące zjawiska nadal występują w miejscu pracy, a jeśli tak, to w jakiej skali. Moim dążeniem jest diagnoza sytuacji, ewaluacja i wdrożenie planu naprawczego.
O opinie na temat sytuacji poproszono także samorząd uczniowski i radę rodziców.
Czy chciałby Pan przedstawić inne informacje lub dokumenty dotyczące opisanych działań i decyzji, które powinny zostać uwzględnione w materiale?
Nie, dziękuję. W przyszłości – po zakończeniu prac komisji ds. podsumowania wyników ankiet – możemy podzielić się wynikami analiz.
Dyrektor Andrzej Stępnikowski zwrócił się również do redakcji z prośbą o autoryzację wypowiedzi przed opublikowaniem artykułu.
Aktualizacja: 3 sierpnia 2026 roku Elżbieta Cichawa-Grabowska złożyła w Komendzie Powiatowej Policji w Kozienicach zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstw przez dyrektora Andrzeja Stępnikowskiego. Złożenie zawiadomienia nie przesądza o zasadności zarzutów ani odpowiedzialności wskazanej osoby.
Redakcja wystąpiła również do organu prowadzącego szkołę o udostępnienie pełnego protokołu kontroli. Po jego otrzymaniu wrócimy do sprawy.