28 lutego minął rok od śmierci Włodzimierza Pujanka, wieloletniego dyrektora Mazowieckiego Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu. W sobotę, 28 lutego 2026 roku, rodzina, przyjaciele i byli współpracownicy spotkali się przed siedzibą instytucji, by złożyć kwiaty i wspólnie go wspomnieć.
Włodzimierz Pujanek był związany z „Elektrownią” od wielu lat. Funkcję dyrektora objął w 2008 roku, wcześniej pełnił obowiązki zastępcy. Zarządzał instytucją od 2007 roku. To za jego kadencji „Elektrownia” przeszła przemianę, z niszczejącego obiektu w nowoczesne centrum sztuki współczesnej, rozpoznawalne w całej Polsce.
Mieszkał w Kozienicach, ale jego zawodowe życie przez lata było nierozerwalnie związane z Radomiem i „Elektrownią”. Codziennie dojeżdżał, poświęcając instytucji niemal cały swój czas i energię.

Nie ograniczał się do organizowania wystaw czy wydarzeń kulturalnych. Jego celem było budowanie miejsca dialogu, edukacja i realne upowszechnianie sztuki współczesnej. Współpracownicy podkreślają, że był człowiekiem pasji, ale też konsekwencji i ogromnej pracowitości.
Poświęcił swoje życie dla tej instytucji
Podczas sobotniego spotkania głos zabrała wdowa po zmarłym dyrektorze, Mirosława Pujanek. – Bardzo się cieszę, że przybyliście w tym dniu, bo to był ostatni dzień pracy mojego męża. Właśnie, przepracował tu 12 godzin tego dnia, no trudno się dziwić, że przemęczony wrócił i nie udało się go uratować. Poświęcił swoje życie dla tej instytucji. Za jego kierownictwa właśnie ta instytucja wypiękniała, bo tu fruwały gołębie, a teraz mamy piękny budynek, który służy dla kultury i dla mieszkańców tego miasta Mazowsza, no i dla całej Polski. Jest ważnym ośrodkiem kultury nawet na mapie Polski. Był bardzo zaangażowany, pracowity, był dobrym fachowcem, ale człowiekiem skromnym. No i tu trzeba przyznać, że jego pracę widać tu na tym budynku. Ta instytucja wypiękniała, jest bardzo piękny budynek, piękna instytucja, dobrze funkcjonuje, dobrze działa. Dziękuję Wam za przybycie.

Lojalność i wspólna wizja
O współpracy z Włodzimierzem Pujankiem mówił także były wicedyrektor instytucji, Zbigniew Belowski. – Proszę Państwa, ja zawsze mam taką lekką tremę przy takich wystąpieniach emocjonalnych. Chciałbym powiedzieć o Włodku parę słów w zupełnie innym wymiarze niż kwestie kreacji, budowania czy wykonania. Otóż myśmy się poznali w 2007 roku, kiedy ja w lipcu zostałem dyrektorem tej instytucji. Włodek był wówczas zastępcą do spraw technicznych i po trzech latach, w wyniku pewnych zbiegów okoliczności, decyzją zarządu województwa mazowieckiego nastąpiła zamiana. Włodek został dyrektorem na czas budowy, bo miał większe doświadczenie. Ja zostałem dyrektorem artystycznym, prowadząc stronę merytoryczną instytucji.

Jak podkreślał, już na początku współpracy obaj zadeklarowali sobie wzajemną lojalność. – Zadeklarowaliśmy sobie coś, co u dwóch dorosłych mężczyzn, odpowiedzialnych za ważną rzecz, która przed nimi stoi, było fundamentem, wzajemną lojalność. Wywodziliśmy się z innych środowisk politycznych, ale to nie przeszkadzało nam w żadnym stopniu w dogadywaniu się. Tym bardziej, że rok 2007 w Radomiu nie był rokiem przyjaznym dla instytucji marszałkowskich. Byliśmy pod presją, pod naciskiem. Nikt o tym nie wiedział, jak my sobie radziliśmy, ale radziliśmy sobie znakomicie, realizując największe przedsięwzięcia w historii instytucji.
Belowski przypomniał m.in. projekt z 2008 roku, w ramach którego instytucja funkcjonowała nieprzerwanie przez 63 dni, gromadząc ponad 300 artystów w jeszcze nieodrestaurowanym budynku. – To wydarzenie zmieniło naprawdę bardzo dużo. Wtedy wielu ludzi spoza Radomia po raz pierwszy zobaczyło to miejsce. Zostawiliśmy tu ogrom pracy. Zawsze musieliśmy się borykać z różnymi trudnościami, ale to, cośmy sobie obiecali, wzajemna lojalność i ostrzeganie się przed niebezpieczeństwami, pozwoliło nam obronić naszą wspólną miłość, czyli „Elektrownię”. Rozstaliśmy się w przyjaźni, nie mając do siebie żadnych pretensji. Dzisiaj wspominam go z dużą serdecznością. Trwały ślad, jaki pozostał w tym miejscu, będzie przyczyną dalszego rozwoju nie tylko miasta, ale i całej Polski w obszarze kultury współczesnej.

Trwały ślad
Rocznicowe spotkanie miało charakter kameralny, ale symboliczny. Złożone pod budynkiem kwiaty były wyrazem pamięci o człowieku, który przez lata budował markę „Elektrowni” i współtworzył jedno z najważniejszych miejsc dla sztuki współczesnej w regionie.
Dziś efekt jego pracy widać w architekturze, w programie instytucji i w jej pozycji na kulturalnej mapie kraju. Współpracownicy i bliscy są zgodni, pozostawił po sobie nie tylko zmodernizowany budynek, ale także silną, rozpoznawalną instytucję.














