spot_img

99. Rocznica urodzin Stanisława Kucharskiego, członka Armii Krajowej

Popularne

Warto przeczytać

24 lipca 2025 r. Stanisław Kucharski skończył 99 lat, przedstawiciele AK  i Związku Piłsudczyków w Kozienicach, Piotr Cybula, Marian Śledź, Irena Luśtyk i Marian Siembor odwiedzili Jubilata w jego własnym domu, życząc mu dużo zdrowia i długich lat życia.

Przez wiele lat wspólnej działalności  kombatanckiej przekazał nam wiele informacji dotyczących okupacji niemieckiej oraz Urzędu Bezpieczeństwa w Kozienicach.

Poniżej podajemy część wspomnień zawartych w książce „Do socjalizmu przez więzienie” (autr. M. Śledź, S. Prasek)

WSPOMIENIA – STANISŁAW KUCHARTSKI

„My czekaliśmy na tą wolność, a to nie była ta wolność”

Podczas okupacji niemieckiej miałem 13 lat. W struktury tajnej konspiracji wstąpiłem w 1942 r., kiedy poznałem p. Tadeusza Kruszla. Głównym punktem działalności była restauracja (obecnie ul. Jana Kochanowskiego). Kruszel pseudonim „Ulicz” był harcerzem, zorganizował NSZ (Narodowe Siły Zbrojne), wiele osób skończyło tam podchorążówkę. Przychodził tu m. in. ppor. Jerzy Radzik pseudonim „Socha”. Był on z Kozienic. W Kozienicach była wtedy Szkoła Handlowa z którą Kruszel nawiązał kontakt.

Tadeusz Kruszel tworzył tajne piątki. Składaliśmy przysięgę przed nim w marcu 1942 r. Wtedy każdy sobie dodawał, że ma 16 lat. W naszej piątce byli: Jurek Magdaliński, Korzeń Antoni, Sikorski Jerzy, Starzyk Henryk i Kupriańczuk Ryszard. Starzyk był szefem naszej sekcji.

Tekstu przysięgi, dokładnie nie pamiętam, ale podstawowym jej przesłaniem była służba Polsce oraz utrzymywanie tajemnicy pracy konspiracyjnej.

Przechodziliśmy też musztrę m.in., wydawano nam komendy baczność, spocznij itp. My nie byliśmy w żadnym oddziale, była to konspiracja tajna.

Często przychodził do mnie Starzyk Henryk, udawaliśmy, ze odrabiamy lekcję, głośno mówiło się o materiałoznawstwie, a właściwie mówiliśmy po cichu o konspiracji.

Jedną z form naszej działalności było rozprowadzanie prasy. Ukrywaliśmy informacje o wydawanych pismach, gdyż baliśmy się, żeby ktoś nas nie wydał.

Do rozprowadzania dostawaliśmy gazetę „Ogniwo” dwie albo trzy strony. Robiona była na tzw. szapirografie, najpierw przygotowywało się matrycę. Pisało się na niej na maszynie bez taśmy. Potem ciągnęło się takim wałkiem i to się odbijało. Gazeta ta wydawana było w Kozienicach. Informacje w niej zawarte pochodziły z wiadomości uzyskiwanych z Londynu. Gazeta była organizowana przez Józefa Grochowieckiego w porozumieniu z Tadeuszem Jelonkiewiczem ps. „Kujawiak”

Inna gazeta to „Szaniec Chrobrego” była sprowadzana z Warszawy. My dostawaliśmy małą jej ilość, rozprowadzaliśmy ją między sobą. Dostało się gazetę, to trzeba było ją przechować, zakopywało się ją pod płotem.

Wszyscy mieliśmy pseudonimy. Łatwiej było się porozumieć, np. „Marysia chciała się z tobą zobaczyć?”, było to pewniejsze. Spotykaliśmy się w lesie.

Pracowałem wtedy zarabiając na miesiąc niecałe 50 zł, a na składkę na pistolet musiałem dać 50 zł. Skąd była broń, to była tajemnica. Kruszel miał kilka sekcji. Spotykaliśmy się w ramach własnych sekcji, innych nie znaliśmy. W 1943 r. miejscowości Chartowa, tam w lasach, byli też chłopcy ze Stanisławic.

Takim naszym instruktorem był Czarnecki Zbyszek. Rozbieraliśmy karabin, uczyliśmy się celować, ale bez naboi.

Nas nigdy nie aresztowali, ale aresztowali za konspirację: Jurkowskiego (był odpowiedzialny za Straż Pożarną w całym powiecie), Tomaszewskiego, Podgórskiego, Piekarskiego Kazimierza, Czarneckiego — był nauczycielem, Czyża — był działaczem przedwojennym. Trzymali ich w Żandarmerii, a potem wywieźli do obozu.

Józef Gruszczyński, to podobnie jak my miał zorganizowany oddział 5-cio osobowy. Jak już wspominałem, my o tym wtedy nie wiedzieliśmy, gdyż było to tak zorganizowane, żeby jeden oddział nie wiedział nic o drugim.

Brat jego Jasio Gruszczyński, kiedy Rydz Śmigły powiedział, że „wszyscy za Wisłę”, bo tam Niemcom damy odpór, więc te wszystkie dzieciaki, uczniowie szli za Wisłę. Nie wszyscy mogli przedostać się przez most, to przepływali tą Wisłę. Żeby tylko tam się dostać. Brali sobie kartę pływacką, legitymację albo jakiś inny dokument, z myślą, że prędzej gdzieś go tam przyjmą. No i ten Gruszczyński zawędrował, aż za Bug i tam został. Ruscy go zwerbowali jakoś i tu go zrzucili, jako skoczka. Miał on tu kolegę Wójcika Józefa, więc skontaktował się z nim. Niedługo jednak tu był i poszedł potem do Radomia. Ten Józef Wójcik był kolegą Kruszla i należał do NSZ. Był bardzo spokojnym chłopakiem…                                                                                      

Red. Marian Śledź

Zobacz więcej

Czytaj więcej

Ostatnio dodane